FONTENOY 11 V 1745r.  









Bitwa pod Fontenoy
sztych ówczesny









 

Ustawienie wojsk
- rycina z okresu








Bitwa pod Fontenoy
wg malarza z 19w.






















 
 
 



 
Bitwa pod Fontenoy to jedno z ważniejszych wydarzeń wojny o sukcesję austriacką. Ta krwawa i dramatyczna bitwa jest w Polsce niemal nie znana. Jeszcze bardziej zapewne dziwić może fakt, że stoczona pomiędzy armiami Francji i Anglii , zyskała sobie nieśmiertelną sławę i przeszła niemal do legendy w ... Irlandii. Do dziś bowiem Fontenoy - mała wioska gdzieś na pograniczu belgijsko francuskim stanowi synonim zwycięstwa Irlandczyków nad znienawidzonymi Anglikami. Jednakże nie tylko ze względu na legendy warto przyjrzeć się temu wydarzeniu.

W 18w. chyba częściej niż zwykle prowadzono wojny o sukcesję. Jeśli tylko umierał władca danego kraju, od razu znajdowano nie jednego następcę tronu ale dwóch albo trzech. Oczywiście jednego popierało kilka państw o pewnych wspólnych interesach, a drugiego kilka innych państw o równie wspólnych interesach, jednakże całkowicie przeciwnej natury. Problemy z sukcesją tak naprawdę zatem stanowiły jedynie pretekst do wytaczania dział w ramach obrony starych lecz nie do końca załatwionych spraw, albo po prostu dla zagarnięcia jakiejś prowincji. Typowym przykładem tego jest wojna o sukcesję austriacką. Po śmierci cesarza Karola VI, w myśl ogłoszonej przez niego tak zwanej sankcji pragmatycznej, którą przyjęły niemal wszystkie europejskie dwory, korona miała dostać się najstarszej jego córce Marii Teresie. Cesarzem miał zaś zostać jej mąż Franciszek Stefan Książe Lotaryński. Sankcja krzywdziła córki starszego brata Karola, ces. Józefa, które wyszły za elektora saskiego Augusta III króla Polski i elektora bawarskiego Karola Albrechta. Ten ostatni był głównym kontrkandydatem Marii. Spór natychmiast wykorzystał Fryderyk II który w zamian za uznanie sankcji zażądał Dolnego Śląska. Ponieważ Maria Teresa odmówiła Fryderyk wkroczył na Śląsk wywołując pierwszą wojnę Śląską.

Francja wojnę Austrii wypowiedziała ze względu w zasadzie na swoją dotychczasową tradycję wojowania z Habsburgami. Pomimo że w samej Francji uważano ten pomysł za nie zbyt sensowny i wskazywano raczej na Anglię jako na realne zagrożenie. Ludwig XV i jego doradcy postawili na swoim i Francja licząc na zdobycze w Niderlandach przystąpiła do wojny przeciwko Marii Teresie. Wojna toczyła się różnymi kolejami. Początkowo Austria walczyła zupełnie samotnie, przeciwko Prusakom, Fracuzom, Hiszpanom, Bawarom i nawet Sasom. Armie te najechały Austrie i zdobyły szereg miast, miedzy innymi Pragę. W 1742r sytuacja Marii Teresy była tak dramatyczna, że wzywała ona do patriotycznych uczuć całą ludność Czech, Węgier, Moraw i Śląska i do organizowania walki partyzanckiej. Prusy jednak po podpisaniu separystycznego pokoju, zadowoliwszy się Śląskiem wycofały się z wojny. Maria Teresa ruszyła do ofensywy i w 1743 przepędziła z Pragi Sasów, Francuzów a jej armie wkroczyły do Bawarii. W wojnie nastąpił nie oczekiwany zwrot i do sojuszu z Austrią przystąpiły Anglia, Holandia, Hanower i Sardynia. W 1744r. Francja wypowiedziała oficjalnie wojnę Anglii i Holandii a jej wojska wkroczyły do Belgii. Wobec tego Fryderyk II bojąc się, że wzmocniona Austria będzie chciała odebrać mu Śląsk wkroczył do Czech rozpoczynając II wojnę śląską. Po szeregu zwycięstw nad Sasami i Austriakami, Fryderyk znowu zadowolił się pokojem uznającym jego prawa do Śląska w zamian za co oficjalnie uznał za cesarza Franciszka I - męża Marii Teresy. Ofensywa francuska w Bawarii zakończyła się zaś totalną klapą pod Pfaffenhofen.

Po przerwie zimowej rozpocząć się miała kolejna kompania. Ludwig XV pozyskał dla armii francuskiej też nowego wodza. Był to Maurycy Saski - naturalny, acz nie ślubny syn Augusta II Mocnego.


Maurycy Saski
Ten wybitny kondotier, który brał udział w wojnie północnej po stronie Rosji, był również człowiekiem o nieprzeciętnych zdolnościach wojskowych, którym dorównywał jego szlachetny charakter i upodobania intelektualne. Maurycy od razu zaprezentował nową koncepcję wojny, pragnąc przerwać przewlekłe i kosztowne walki pozycyjne. Ruszył do Belgii, zamierzając podjąć energiczną ofensywę. Wkroczywszy do Belgii na wiosnę 1745r. z ok. 50.000 armią zatrzymał się pod Turnai, które musiał zdobywać oblężeniem. Zdając sobie sprawę z obecności armii angielsko-holendersko-hanowerskiej, postanowił osłaniać działania oblężnicze.

Przeciwnikiem Maurycego był książę Cumberland ( syn króla Anglii Jerzego II) dowodzący armią sprzymierzonych. Był to stary ale doświadczony wódz. Wierzył że jego znakomicie wyszkolona w strzelaniu piechota angielska nie ma sobie równych i że dysponując podobnymi siłami zdoła pokonać Francuzów. Maurycy Saski zdając sobie sprawę z tego że sprzymierzenie przyjdą z odsieczą dla Turnai, wybrał sobie najlepszą z możliwych pozycji obronnych pomiędzy rzeką Skaldą i lasem Gavrain, ustawiając wojsko w kształcie trójkąta prostego z wierzchołkiem w ufortyfikowanej wsi Fontenoy. Pamiętając o doświadczeniach w wojnie północnej, zbudował wzdłuż pozycji 4 ufortyfikowane reduty ( Maurycy studiował ustawienie wojsk w bitwie pod Połtawą ). Zdawał sobie jednak sprawę z ryzyka, stąd proponował królowi aby pozostał za rzeką i zatrzymał tam swą gwardię. Król jednak odmówił i pozostał na polu walki, oddając jednak dowodzenie marszałkowi. Maurycy Saski podczas bitwy był ciężko chory i nie mógł dosiadać konia. Bitwą dowodzić musiał ze specjalnej lektyki, którą objeżdżał stanowiska i pułki.

Cumberland rozpoznał 10 maja pozycję francuskie i zaplanował bitwę. Zamierzał on przygnieść francuskie prawo skrzydło poprzez atak kontyngentów holenderskich i austriackich na linii pomiędzy wioskami Antoing i Fontenoy. W tym czasie miał nastąpić główny atak kolumny angielsko - hanowerskiej pomiędzy Fontenoy a laskiem Barry. Plan Cumberlanda wynikał z pośpiesznie zebranych informacji na temat garnizonów Fontenoy i Amtoing oraz niedoceniania redut, między którymi zamierzała się przebić piechota angielska.

Siły obu stron były mniej więcej równe. Francuzi mieli około 49.000 ludzi ( 55 batalionów, 114 szwadronów ) i 36 dział. Sprzymierzeni 47.000 ludzi ( 56 batalionów, 80 szwadronów ) i około 80 dział.

11 maja armia sprzymierzonych podeszła pod Fontenoy i rozpoczęła rozwijać się do bitwy pod ciężkim ostrzałem baterii redut francuskich. Dopiero teraz Cumberland mógł sam przekonać się jak mocne są umocnienia i pozycje nieprzyjaciela. Nie zmienił jednak koncepcji i część sprzymierzonej piechoty ruszyła do ataku na Antoing i Fontenoy. Holendrzy pokonując niewielkie odległości płacili straszną cenę w zabitych i rannych pod zorganizowanym i celnym ogniem armat i muszkietów. W końcu atak ten załamał się zupełnie. Niejako wpłynęło to na zamieszania na skrzydle angielskim i z powodu sprzecznych rozkazów i złego dowodzenia generała Ingoldsby załamał się również atak na redutę D'Eu. Podczas kiedy ataki sprzymierzonych na lewym i prawym skrzydle były odpierane, kawaleria brytyjska zajęła pozycję na przeciwko wioski Vezon. Została przez to wystawiona na bezpośredni ogień baterii francuskiej, ale nie opuściła pozycji. W tym bowiem czasie Cumberland zorganizował do ataku główne regimenty piechoty brytyjskiej które miały przebijać się przez płytką dolinę i łagodny płaskowyż, poprzez który biegła droga obsadzona przez 5000 francuskiej piechoty.

Około godziny 10.30 rano angielska piechota i podążające za nią bataliony hanowerskie ruszyły w kierunku płaskowyżu. Pod ciężkim ostrzałem kolumny Brytyjczyków ponosiły straty, ale kontynuowały natarcie prowadzone w sposób regularny w rytm werbli i bębnów. Pod wpływem ostrzału z Fontenoy i reduty D'Eu regimenty nacierających zaczęły się scalać, tworząc jedną kolumnę liczącą ok. 15.000 żołnierzy. Kiedy ta kolumna zbliżyła na odległość 50 metrów do linii francuskiej rozpoczęła walkę ogniową, oddając potężne salwy z muszkietów. Spowodowało się załamanie się pierwszej linii obrony Francuzów, których szeregi zostały zdziesiątkowane. Nie zwlekając piechota angielska ruszyła po kilku salwach do kolejnego natarcia w poprzek drogi, za którą mieściło się centrum francuskiej pozycji obronnej. Tutaj ruszyła na nich kawaleria francuska ( włącznie z elitarnymi szwadronami Maise de Roy ) . Atakujące szwadrony były jednak dziesiątkowane świetnie prowadzonym ogniem muszkietów angielskich. Również irlandzki regiment Dillona ( w służbie francuskiej ) próbujący obejść prawą flankę angielskiej piechoty został odparty i musiał się cofnąć ponosząc spore straty. Szala bitwy zaczęła się wahać przez jakiś czas na korzyść sprzymierzonych a Ludwik XV który był obecny na polu bitwy miał zamiar już zniknąć z pola. Maurycy Saski odradził jednak mu to przekonując, że taka potrzeba jeszcze nie zachodzi.

Na południowym froncie jednak kolejna próba ataku Holendrów na Antoing i Fontenoy załamała się po ciężkich stratach atakujących. Odparcie kolejnego ataku pozwoliło wreszcie Maurycemu na skierowanie przeciwko "piekielnej kolumnie" sił które nie musiały już pilnować południowego frontu. Siły te rzucił francuski marszałek na skrzydła zbitej o ogromny czworobok piechoty angielskiej i hanowerskiej. Zażarta walka trwała jeszcze około 4 godzin. W końcu jednak zdecydowany i furiacki atak Brygady Irlandzkiej ( ok. 5 regimentów ) doprowadził do rozbicia angielskiej piechoty. W bitwie wzięło udział podobno w sumie ok. 12.000 Irlandczyków, którzy szukając zemsty za krzywdy na własnym narodzie, wstąpili do armii francuskiej, tworząc brygadę zwana "Dzikie Gęsi"


Sztandar brygady irlandzkiej Dillona


Od tego dnia okrzyk "Remember Fontenoy" stał się okrzykiem bitewnym Irlandczyków, którzy dość często przesadzają w opisywaniu roli swoich rodaków w bitwie.

Mniej więcej około 15 bitwa dobiegała końca. Rozbici Anglicy i ich sprzymierzeńcy w pośpiechu cofali się, zachowując jednak porządek , w czym właściwie Francuzi nie przeszkadzali. Straty armii sprzymierzonej były spore i dochodziły do ok .10 000 żołnierzy, Francuzi stracili od 6.000 do 7000. Książę Cumberland stał się po bitwie bohaterem krytyki, i pomimo wielu słusznych zarzutów, faktem pozostaje jednak to, że atak angielskiej i hanowerskiej piechoty miał pewne szanse powodzenia. Sam Maurycy Saski miał powiedzieć po bitwie :" Nie sądziłem że jakikolwiek generał mógłby mieć na tyle śmiałości aby zaryzykować taki atak"

Bitwa choć niewątpliwie miała krwawy i dość dramatyczny przebieg, raczej przeszła do tradycji jako obraz ówczesnej kurtuazji wojowania. Do kolejnej legendy przeszły wymiany grzecznościowych gestów jakich nie szczędzili sobie podobno dowódcy dwóch przeciwnych regimentów. Doszło bowiem do momentu w którym oba bataliony zbliżyły się do siebie na bliską odległość jednak żadna ze stron nie strzeliła. Panowie z gwardii francuskiej - miał podobno powiedzieć dowódca angielski - strzelajcie pierwsi! Do was należy ten honor panowie Anglicy- miał odpowiedzieć Francuz. Pamiętajmy jednak, że zgodnie z ówczesną sztuką walki, często liczono na pierwszą salwę przeciwnika, którą jakoś przetrwawszy można było wykorzystać w ten sposób, że potem w czasie kiedy wróg będzie ładował broń, zbliżyć się na bliższą odległość i salwą własną robić go. Wynikało to oczywiście z nie wielkiej szybkostrzelności muszkietów. W opisywanej sytuacji podobno z grzeczności francuskiej skorzystali w końcu Anglicy oddając salwę po której Francuzi poszli w rozsypkę. Po bitwie przechadzając się po polu na którym spoczywali zabici i umierali ranni, król Ludwik XV miał podobno powiedzieć do swojego syna : "Przyjrzyj się, jaka jest cena zwycięstwa. Krew nieprzyjaciela jest zawsze krwią ludzką, prawdziwą chwałą jest jej oszczędzać"

Bitwa przyniosła Maurycemu wolną rękę w Belgii. Wkrótce skapitulowało Turnai, potem zajęto Gandawę, Brugię i Ostendę. Niedługo potem cała Belgia znalazła się w rękach francuskich. Wojna jednak potrwa jeszcze jakiś czas i przyniesie znacznie większe żniwo śmierci , a bitwa pod Fontenoy pozostanie tylko taktycznym zwycięstwem w jednej z kilku kampanii, jakich wiele było i będzie. Pozostanie zatem tylko epizodem.

Opracował S.Ł